Oferty z Freelancer.com
RSS
WpisyWpisy skrócone
Nagłówki
Archiwum
Sierpień 2011Maj 2011
Kwiecień 2011
Marzec 2011
Styczeń 2011
Kwiecień 2007
Luty 2007
Kategorie
Informatyczne (8)Administracja (2)
High Availability (1)
Facebook (1)
Ogólne (8)
Humor (1)
Piętnuję głupotę (3)
Techblog (8)
Linki
Czytam
AliceqAnia
Tom Limoncelli (Mentor)
Moje
Administracja serweramiMoja muzyka
Przyjaciele
Joanna CoselMeta
Open Compute, czyli Facebook udostępnia specyfikację swojego Datacenter :-)
10 kwietnia 2011, 03:02:48
Kategorie: Informatyczne, Ogólne, Techblog| 14 komentarzyFacebook tym razem zaskoczył sporą część świata IT, udostępniając na stronie http://opencompute.org kompletną specyfikację rozwiązań, na których opiera swoje Datacenter.
Serwery Open Compute nie są piękne. Nie mają plastikowych guziczków, pięknych kolorowych lampek, ani obudów lśniących tak jak te w Apple Xserve. W zasadzie, obudowa to tylko kawałek metalu. Ale działają i to wg inżynierów FB o 38% bardziej wydajnie i są przy tym o 24% tańsze, w porównaniu z tradycyjnymi serwerami. Ogólnie serwery te są bardzo ascetyczne - wyłącznik i przycisk RESET są umieszczone z przodu obudowy wraz z 2 portami Ethernet, dwoma portami USB, oraz gniazdami zasilania. Specyficznego zasilania, gdyż zasilacze pracują przy napięciu znamionowym 277V, co pozwala ograniczyć straty energii związane z konwersją napięć. Dzięki wyeliminowaniu przedniej części obudowy są bardzo "przewiewne", co pozwala na lepsze chłodzenie. Oryginalnie zaimplementowano też funkcję Wake-On-LAN, która w zależności od trybu działania serwera działa różnie - gdy serwer jest w trybie uśpienia, tradycyjnie go budzi, natomiast w przeciwnym wypadku, sprzętowy watchdog resetuje maszynę. Sprytne i skuteczne, jednakże, WOL puszczony przypadkowo na broadcast może położyć całe datacenter ;-) Poza tym, będą tańsze od tradycyjnych. Dell już widzi tutaj swój kawałek tortu i szykuje się do sprzedaży serwerów zgodnych ze specyfikacją Open Compute.
Bardziej imponujące od serwerów, są jednak specyfikacje samego datacenter. Zamiast tradycyjnych UPSów, szafy rackowe wypełnione akumulatorami, dostarczającymi 48V do odpowiednich gniazdek w zasilaczach. Udało się też usunąć dodatkowe systemy chłodzenia wewnątrz serwerowni, a jednak temperatura utrzymuje się tam na poziomie 30 stopni Celsjusza.
Zastanawia mnie teraz, jaka będzie odpowiedź Google, które swój sprzęt serwerowy udoskonalają od kilku ładnych lat...
Dlaczego redaktor musi umieć czytać ze zrozumieniem i wiedzieć o czym pisze...
18 marca 2011, 16:55:28
Kategorie: Informatyczne, Ogólne, Piętnuję głupotę, Techblog| 14 komentarzyNa Newskomp znalazłem newsa, szumnie zatytułowanego "HAKER ŁAMIE ZABEZPIECZENIA IPADA 2", opisującej pokrótce, bez podania większych konkretów, że anonimowy haker dokonał jailbreaka (dla niewtajemniczonych: uzyskał dostęp do funkcji serwisowych, umożliwiający instalowanie oprogramowania spoza AppStore, usunięcie simlocka w wersji z modemem, dostęp do systemu plików urządzenia, thetering (czyli zrobienie z iPada modemu)) nowego iPada2.
Co jednak mnie dość mocno poruszyło, to fakt iż autor postanowił publicznie zrobić z siebie ignoranta stwierdzeniem iż "nie cieszy to samych użytkowników, gdyż operacja ta powoduje utratę gwarancji", oraz że "nie powinniśmy się bać, gdyż Apple uspokaja, że luka wkrótce zostanie załatana i powinniśmy być dobrej nadziei". W dalszych komentarzach, na moje pytanie czy autor jest idiotą i od kiedy to pozwolenie użytkownikowi na odblokowanie jest złe, tenże autor udowadnia że jest idiotą pisząc:
"Chodzi o to, żeby zapewnić użytkownikowi możliwość oddania sprzętu na gwarancję. A jak dalej to się posunie – nie zależy ode mnie."
Nie rozumie biedak chyba, że jailbreak jest odwracalny. Gdy jednak dałem mu szansę, pisząc, że to wybór użytkownika, czy poszerzy sobie funkcjonalność urządzenia, nawet kosztem utraty gwarancji, wyjaśniając że jailbreak jest odwracalny, oraz prosząc o wyjaśnienie, dlaczego uważa, że zablokowanie możliwości jego wykonania jest dobre, odpisał co następuje:
Chodzi o to, żeby zwykły użytkownik nie narobił sam szkód w urządzeniu. Poczytaj inne artykuły tego typu – i oceń, czy mam rację, czy nie.
Riposta godna szanującego się redaktora - idź, poczytaj, mi daj święty spokój. Gratulujemy panu Arturowi Królakowi, że jako pierwszy doczekał się u mnie wpisu w kategorii "Piętnujemy głupotę" :-)
O facebooku, targetowaniu behawioralnym i najpopularniejszym pubie w mieście.
16 marca 2011, 01:08:58
Kategorie: Informatyczne, Ogólne, Techblog| 9 komentarzyWyobraźcie sobie, że jestem właścicielem najbardziej popularnego klubu w mieście. Wstęp do mojego klubu jest bezpłatny, drinki mam niemalże po kosztach alkoholu, więc przychodzi do mnie co wieczór większość waszych znajomych, tak więc, żeby spędzić z nimi wieczór, też musicie zostać moimi klientami. Jednakże od każdego z moich klientów wymagam, by przy pierwszym wejściu wyrobili sobie specjalną kartę. Na karcie zapisane są te dane, które wypełnią w specjalnym formularzu, oraz historia ich działań w moim pubie (kiedy byli, jak długo, co wtedy kupowali). Gdy kupujecie u mnie w barze drinka, musicie podać kartę - wymagam tego od każdego z moich klientów, zresztą dowiecie się tego przy wejściu, gdyż wszystkie informacje o celu wyrobienia karty, oraz jej zastosowaniu są dokładnie opisane.
Dzięki mojej magicznej karcie, barman jest w stanie dostosować drinki do preferencji klientów, zaproponować im coś nowego, czego jeszcze nie znają, ale prawdopodobnie polubią - wnioskując na podstawie tego co wcześniej kupowali, oraz co najważniejsze z mojego punktu widzenia - dostosować reklamy wyświetlane w pobliżu stolików do profilu moich klientów, no bo skoro wejście do klubu jest bezpłatne, a na drinkach nie zarabiam, to muszę zarabiać na czymś innym - czyli właśnie na reklamach.
Klub ten mógłby się spokojnie nazywać faceclub.com - bo na tej samej zasadzie działa facebook.com - oferuje bezpłatnie pewne usługi, wymagając od użytkownika podania prawdziwych danych (nikt nie twierdzi, że nie można podać fałszywych, poza samym facebookiem), po czym analizuje zachowania użytkowników, by stworzyć spersonalizowaną reklamę dla Ciebie, Twoich znajomych, oraz innych osób o analogicznych zainteresowaniach do Twoich. Oczywiście nie wymagam od Ciebie, byś przychodził do mojego klubu, zaakceptował regulamin i politykę prywatności - masz wolny wybór, możesz iść do innego klubu, albo siedzieć w domu - co prawda nie będzie tam Twoich znajomych, ale to już nie jest mój problem. Facebook też nie wymaga od Ciebie, byś się w nim rejestrował, prawda?
Piszę o tym, bo wróciłem niedawno z seminarium Fundacji Panoptykon, zatytułowanym Internet, biznes, manipulacja, a poświęconym właśnie tematyce profilowania i reklamy behawioralnej. Temat szerzej opisał u siebie współprowadzący seminarium Piotr 'VaGla' Waglowski, w artykule Seminarium: reklama behawioralna i profilowanie, dlatego też tutaj odniosę się jedynie do moich wrażeń po zakończeniu seminarium i związanej z nim dyskusji.
Po krótkim wstępie poprowadzonym przez Katarzynę Szymielewicz z Panoptykonu, oraz przedstawieniu problematyki przez Piotra 'VaGlę' Waglowskiego i Wojciecha Ozimka z One2Tribe, wywiązała się dyskusja, o etyce takiego postępowania. Akurat wylądowałem po stronie zwolenników ciemnej strony mocy, gdyż wychodzę z założenia, że lepiej dostawać reklamy rzeczy na które mogę sobie pozwolić, które mnie interesują i które są powiązane z zainteresowaniami moich znajomych, niż v1agrę, pr0zac i r0leksy ;-) Poza tym postawienie tezy o bezmyślności i nieświadomości użytkowników w zakresie tego, co serwisy internetowe robią z ich danymi uważam za absurd - jeśli ktoś nie czyta regulaminu i polityki prywatności danego serwisu, to znaczy że nie jest zainteresowany tym, co będzie się działo dalej z informacjami przez niego udzielanymi - proste, jak konstrukcja cepa. A skoro wyraził na to zgodę, akceptując 'przeczytany' regulamin, to nie może mieć żalu potem do operatora serwisu o to, że tenże przygotował dla niego reklamę na podstawie tego co użytkownik lubi.
Niestety - najbardziej przerażającą tezą była ta, która mówiła o konieczności ODGÓRNEJ ustawowej kontroli nad tego typu działaniami. Wychodzę z założenia, że ingerencje państwa w jakąkolwiek prywatną i biznesową działalność powinny być ograniczone do minimum, tym bardziej jeśli chodzi o wszelakie pomysły związane z kontrolą nad internetem. Szczególnie, że wprowadzenie dodatkowych obostrzeń i ograniczeń z uwagi na nieświadomych użytkowników negatywnie by się odbiło na tych świadomych. Wychodzę też z założenia, że ingerencja państwa powinna skupić się na działalności edukacyjnej - gdyby program informatyki w gimnazjum i liceum nie ograniczał się do robienia stron w HTML3, bez użycia CSSa, oraz zabaw starym corelem i wordem, a mówiłoby się o tym, co faktycznie można spotkać w internecie, oraz jakie są tego dobre i złe strony, to mielibyśmy minimalnie bardziej świadomą młodszą (a zarazem większą) część polskiego społeczeństwa.
W pewnej chwili na seminarium usłyszałem też, że Facebook nie informuje użytkownika, co robi z jego danymi, oraz że używa ich do targetowania reklam. Zarzuciłem zatem za zgodą prowadzących na ekran Facebook'ową politykę prywatności, co doprowadziło do postawionego kolejnego zarzutu - że targetowania i reklam behawioralnych nie da się wyłączyć na facebooku. Faktycznie - nie da się. Jednocześnie istnieje bardzo prosty sposób, by uniemożliwić facebookowi dostęp do informacji na podstawie których tworzony jest nasz profil - wystarczy nie klikać w Like Buttony :-) Wtedy tylko będziemy targetowani na podstawie miejsca i wieku - tak jak na większości portali.
Padały też ostre słowa o tym, że jest społeczna znieczulica na tego typu zachowania biznesowe. Fakt - ja nie widzę tutaj poważnego problemu, gdyż mi odpowiada to, że w zamian za pewne informacje na mój temat (a udzielam ich w internecie dość sporo - otwarty jestem pod tym względem), reklamodawcy, za pomocą usługodawców będą docierali do mnie z ofertami interesujących mnie potencjalnie produktów. Cieszy mnie też to, że za dostęp do facebooka, gmaila, oraz kilkunastu innych produktów płacą za mnie reklamodawcy. Ot i wszystko.
A jakie jest wasze zdanie?
Play: Kłamca, kłamca?
26 stycznia 2011, 12:35:13
Kategorie: Informatyczne, Ogólne, Techblog| 15 komentarzySzukając wczoraj netbooka, który by spełnił moje oczekiwania, oraz mógłbym go wziąć w abonamencie w jakiejś sieci - bo nie stać mnie w tej chwili, z przyczyn oczywistych, by wyłożyć 1500PLN od ręki, a nie wierzę w to, że spadnie mi z nieba, trafiłem na stronę Play Mobile.
W oczy rzuciło mi się: "Sieć nowej generacji. Największa nowa sięć w Polsce 4G" - Pomijając już obłędny styl tego hasła (Czym u licha jest Polska 4G i czy ma coś wspólnego z szumnie niegdyś reklamowaną IV RP?), oraz literówkę w wyrazie "sieć", zmieniającą go w "sięć" (Marketingowcy Playa, chyba pozazdrościli Forfiterowi znajomości ze Szwagrem i skrzyżowali sieć z zięciem), zainteresowałem się tematem, licząc - jak przeciętny poweruser, na konkurencyjną ofertę dla Cyfrowego Polsatu, który niebawem rozpoczyna testy internetu w technologii LTE. Jakże wielkim moim było zaskoczeniem, gdy przeczytałem, że to wcale nie chodzi o LTE, a o stare, dobre HSPA+, które Orange ma od miesięcy wielu. Różnica między LTE a HSPA+ jest znaczna, szczególnie jeśli chodzi o transfery. Będąc uprzednio święcie przekonany, że 4G=LTE pogooglałem trochę w temacie i dowiedziałem się, że jest przyzwolenie na stosowanie określenia 4G wobec technologii które wprowadzą "substantial level of improvement” - znaczne usprawnienia, w stosunku do technologii 3G - czyli UMTS. Wszyscy inni operatorzy, na rozszerzenia HSDPA, HSUPA i HSPA+ stostowali określenie "sieć 3,5G", co oddawało zasadę tego iż jest to w przeciwieństwie do LTE, ROSZERZENIE ISTNIEJĄCEJ FUNKCJONALNOŚCI, a nie nowa technologia. Play wszystkich zaskoczył.
Największy problem jest w tym, że przeciętny użytkownik nie za bardzo zna różnicę między GPRS/EDGE/UMTS/HSDPA/HSUPA/HSPA+, natomiast widzi różnicę między 3G a 4G. I uważa, że 4G jest nowe, lepsze i szybsze. Błąd myślowy w tej sytuacji polega na tym, że "4G by Play" jest ograniczone do 1/2 Mbit/s w zależności od warunków technicznych, co jest znacznie wolniejszym wynikiem niż u innych operatorów. Przykre jest to mamienie potencjalnych klientów...
Cytując Wojciecha Jabczyńskiego, rzecznika grupy TP:
Dziś telekomunikacyjny świat dowiedział, czym tak naprawdę jest technologia 4G w Polsce. Do tej pory żyliśmy w błogiej nieświadomości jej prawdziwych możliwości, ale dzięki marketingowcom Playa dokonał się cud i wreszcie ją mamy. Nie trzeba przetargów, urządzeń, pozwoleń, niczego. Wystarczy powiedzieć mamy ją. Cóż, że jest wolna. Że są ograniczenia. Cieszmy się z sieci 4G, tej jedynej, największej, niepowtarzalnej. I jeszcze dołóżmy w reklamach amerykańskie miasta grające za rodzime metropolie, uśmiechniętych ludzi i wypasione telefony. Jest cool. Czekamy na Was klienci!
Podsumowując: Rewolucji technicznej brak, natomiast jest wielka rewolucja domorosłych marketingowców.
(Niedo)Rozwój internetów? 1996-2011
19 stycznia 2011, 01:08:41
Kategorie: Ogólne| 18 komentarzyNoszę się z napisaniem tej notatki od 4 i pół roku, ale nie dość że nie było okazji, to teraz dopiero zyskuje ona na atrakcyjności...
Z perspektywy stosunkowo długoletniego użytkownika internetu (używam go przez ponad połowę mojego życia, zresztą dość aktywnie zresztą - można by rzec, że tu mieszkam nawet), przeraża mnie jego postępująca degeneracja... Pamiętam czasy, gdy by dostać się do internetu trzeba było się bardzo, bardzo, bardzo długo (nieraz po kilka godzin) męczyć z modemem, by wreszcie wdzwonił się i połączył nas po to tylko by sprawdzić pocztę (22gr/min. - bardziej się opłacało iść na miasto). Pamiętam urok grup dyskusyjnych (tego nie zastąpi żadne forum), IRCa (czaty to nie to samo, a ilość ludzi na IRCu teraz mnie z lekka dołuje), moją pierwszą instalację ICQ - gdzie szokiem dla mnie było, że można mieć kontakt z ludźmi z całego świata i widzieć że w TEJ CHWILI WŁĄCZYLI INTERNET, przecież to nie było to samo co mail, czy usenet właśnie...
Pamiętam kawiarenkę internetową pełną magii, przy ulicy Nowogrodzkiej 12, która w internecie reklamowała się tak:
W Cybercafé mozna pracowac:
- w trybie tekstowym, na 5 terminalach "Texas Instruments"
Na kazdym terminalu mozna korzystac z wszystkich uslug:
- e-mail
- WWW
- ftp
- news
- gopher
I właśnie jej wyjątkowością było to, że płaciło się 2 złote za godzinę, za dostęp do terminala tekstowego (średnia cena w Warszawie wahała się wtedy w granicach 8-10zł), który w zupełności wystarczał by zrobić w zasadzie wszystko :-) Zwłaszcza że nie było wtedy nigdzie systemów typu CAPTCHA, które utrudniają przeciętnemu użytkownikowi życie... Fakt - spamerów tylu też nie było... Pamiętam spotkania #wiaraa, które regularnie co wtorek odbywały się w Warszawskiej Cafe Piękna, a przez które usilnie zawalałem szkołę, gdyż chodziłem wtedy do wieczorowego LO. Pamiętam zloty z IRCa, pamiętam wypady w Polskę, bo gdzieś tam miało być tyle i tyle osób, z czego połowy jeszcze nie poznałem...
Teraz czasy się zmieniły...
W tym co niektórzy uważają za rozwój, ja dostrzegam powolną degenerację...
Nie ma już grup dyskusyjnych, te niedobitki trudno nazwać USENETem, tak samo jak IRC...
Co mnie denerwuje, to to, że serwisy nazywane szumnie społecznościowymi, w zasadzie mogą się schować przy społecznościowej funkcji całego dawnego internetu... Tak naprawdę, gdy widzę facebooka, to nie patrzę na niego ze strony społecznościowej, gdyż w zasadzie nie ma on tego feel'u co dawne aplikacje. Pamiętam dyskusje na IRCu na wszelakie dziwne tematy, pamiętam kłotnie i flame'y, ale mimo wszystko wiązały się one ze względnie konstruktywną wymianą poglądów - niestety - na Facebooku tego nie ma. Dlatego też cieszy mnie jeszcze Jogger, gdzie poziom trzyma się na szczęście bardzo wysoko i gdzie można w konstruktywny, otwarty sposób wymienić poglądy.Dziękuję :-)
Pozdrawiam,
Kolorowo ;-)
12 stycznia 2011, 22:24:34
Kategorie: Ogólne| 6 komentarzyBiało-pomarańczowy
Pomarańczowy
Biało-zielony
Niebieski
Biało-niebieski
Zielony
Biało-brązowy
Brązowy
Tego się nie zapomina :-)
Chwila relaksu.
23 kwietnia 2007, 18:08:17
Kategorie: Informatyczne, Ogólne| Dodaj komentarz- Co robi izraelski serwer SQL?
- Odpowiada zapytaniem na zapytanie
Nie wiem czemu, ale mnie rozwaliło :D
Mac OS X na Celeronie D :-)
27 lutego 2007, 00:39:26
Kategorie: Informatyczne, Ogólne, Techblog| 9 komentarzyPo tygodniu ciężkich bojów się udało :-)
Najpierw wziąłem jedno iso (10.4.8 SSE3 Intel), proba instalacji na dysku USB zakonczyla sie fiaskiem - instalacja zawieszala sie pod koniec, recznie dawala sie dokonczyc, ale system i tak nie wstawal. Zdobylem dysk 12.1GB, zainstalowalem, ale niestety i tak niewielka byla moja radosc - były problemy z obsługą dzwięku. Tzn dalo sie ogladac filmy i sluchac muzyki, ale cos jakby buffer sie nie wypelnial do konca... Poza tym losowe zawieszenia sie systemu. Przyczyne nr. 1 udalo mi sie zlokalizowac i wyeliminowac - problem z wylaczaniem sie dyskow twardych, ktore potem nie wracaly juz do zycia. Ale na tym sie nie skonczylo.
Bo dwoch dniach bojow postanowilem zmienic wersje. Na ruszt poszlo 10.4.7 SSE2 SSE3 Intel. Juz nieco lepiej - dziala dzwiek, SATA, etc. ale nie udalo mi sie uruchomic akceleracji 3D nawet na Radeonie 9550, ktorego pozyczylem od sublokatora.
Coz. Uznalem ze jeszcze jedno ISO i jak sie nie uda, to sie poddaje. JaS 10.4.8 SSE2 SSE3 AMD Intel. Mile zaskoczenie nr.1 - dzwiek chodzi w pelni plynnie. Uruchomilem SATA, USB, siec. Zadnej zwiechy. Uruchomilem akceleracje 3D - wszystko ladnie, ale system zaczal sie zawieszac. Cos mnie tknelo, dotknalem radiatora od karty graficznej. Goracy. I tu ciekawostka - Gralem w gry pod roznymi OSami, karte graficzna obciazalem i problemow nie bylo. Tutaj sam desktop i przegrzanie - ale coz. Moj piekny mod karty graficznej (mariaz z heatpipem i wentylatorem ze starego laptopa) zdaje egzamin. Od dwoch dni chodzi stabilnie :-)
Moja konfiguracja to:
Intel Celeron D 3.06GHz@4GHz
1 GB RAM DDR/400MHz
Seagate 12.1GB PATA
Seagate 250GB SATA
Western Digital 120GB
AsRock 775-VSTA (Wszystkie zintegrowane komponenty w pelni dzialaja)
Asus GeForce N6200
